sobota, 6 lutego 2016

Szklany miecz - Victoria Aveyard PRZEDPREMIEROWO

RECENZJA NIE ZAWIERA SPOJLERÓW Z POPRZEDNIEGO TOMU.
Cześć! Dziś zapraszam Was na przedpremierową recenzje długo wyczekiwanej książki, czyli... SZKLANEGO MIECZA!!!
Mam nadzieję, że cieszycie się razem ze mną. Zapraszam! :)




Glass Sword
Czerwona królowa, tom 2
Wydawnictwo Moondrive, 2016 
560 str.


Wiem, że zawsze dzieliłam recenzję na kilka części, ale tym razem postanowiłam to zmienić. Głównie ze względu na, że nie chcę opisywać fabuły tego tomu, dlatego że jest ściśle powiązany z pierwszym i napisanie czegokolwiek byłoby spojlerem. Jednak jeśli jesteście ciekawi to odsyłam Was do strony empiku, gdzie równie dobrze możecie przeczytać zarys fabuły. :)


Bez przedłużania przejdę do recenzji. Zacznę może od tego, iż nie spodziewałam się, że to będzie aż tak dobra powieść. Akcja już od pierwszych stron zaczyna pędzić. Intrygi, kolejne misje i bunty to zaledwie malutka część tej powieści, mamy tu różne konspiracje, pościgi, udawanie kogoś innego niż w rzeczywistości, taktyki i naprawdę wiele innych. Napięcie towarzyszące czytaniu było nie do wytrzymania! Co chwilę myślałam tylko o tym co zaraz może się wydarzyć i ubolewałam, iż akurat w tym momencie musiałam odłożyć książkę. Ta powieść pomogła mi skutecznie oderwać się od rzeczywistości. Nie byłam w stanie skupić się na czymkolwiek, bo moje myśli krążyły tylko wokół niej i jej cudownych, zaskakujących bohaterów. 


A skoro mówię o bohaterach, warto wspomnieć o samej Mare. Na początku byłam do niej dość sceptycznie nastawiona - była typową buntowniczką i mimo, że samo w sobie nie było to złe, to patrząc na nią z boku, mogłabym pomyśleć, że po prostu szuka wrażeń, albo próbuje zarządzać czymś, bo lubi być przywódcą, osobą, która ma władzę. Jednak coraz bardziej się zagłębiając w lekturę zobaczyłam jak bardzo się myliłam. Dziewczyny nie interesowały żadne przywileje.
Kolejną rzeczą jaką zauważyłam i mnie do niej przekonała to jej zawziętość. To jak uparcie dążyła do celu było niewiarygodne. Nie spoczęła dopóki nie wykonała misji, którą sobie wyznaczyła. Nawet jeśli miała potrzebę odpocząć, to nie mogła spać spokojnie wiedząc, że ma mnóstwo obowiązków. Mare Molly Barrow to bohaterka, która bardzo zaskoczyła mnie swoją postawą. Będąc na jej miejscu już dawno bym się poddała - nie wytrzymałabym presji jaką wywiera odpowiedzialność za czyjeś życie, zawód przyjaciół, czy żal w oczach rodziny. Ona jednak parła naprzód narażając własne życie, aby ratować innych. Mimo, że brzmi to głupio i lekkomyślnie to wcale takie nie było. Gdy faktycznie poznałam powody jej decyzji, nie mogłam nic jej zarzucić. Zżyłam się z nią całym sercem.


Każdy może zdradzić każdego to zdecydowanie motto tej książki. Mimo, iż cały czas o tym pamiętałam to i tak każde kolejne wydarzenie rozdzierało mi serce. 
Victoria Aveyard sprawiła, że patrzyłam uważnie na wszystkich, którzy choć trochę podejrzanie się zachowywali. Ale nawet to nie pomogło mi w przewidzeniu zakończenia, które zbiło mnie z nóg. Nadal leżę i nie mogę się po nim pozbierać. Autorka pozostawiła mnie w totalnym szoku emocjonalnym. Nadal nie wierzę, że to koniec, choć kilka razy sprawdzałam czy nie przeoczyłam jakiejś strony. Kolejny raz pani Aveyard pozostawiła mnie w niepewności, czekającą na kolejną część.


Powieść jest przepiękna, mimo że dość brutalna. Opowiada o poświęceniu, miłości, przyjaźni, ale też o poszukiwaniu własnych wartości. Pokochałam ją całą sobą. Zdecydowanie jest lepsza niż pierwszy tom!

Nawet jeśli jestem mieczem, to nie zostałam zrobiona ze stali, ale ze szkła, i czuję, że powoli zaczynam pękać.

Jeśli jeszcze Was nie przekonałam, to sami sprawdźcie jak Wam się spodoba ta powieść i równo w dzień premiery (17 lutego) biegnijcie do księgarni po swój egzemplarz, bo gwarantuję Wam- nie będziecie żałować!

Ocena: 9/10

Za zaufanie i możliwość przeczytania książki przed premierą dziękuję Wydawnictwu Otwarte! :)

Buziaki, Alex :*